Szanowni czytający ten tekst

Kilka dni temu odbyły się zawody lekkoatletyczne. To duża impreza sportowa w Krakowie organizowana cyklicznie prze KOM czyli krakowską olimpiadę młodzieży. Zawodnicy naszej szkoły po raz kolejny zaprezentowali się bardzo dobrze. Jako opiekun reprezentacji jak zawsze miałem napisać sprawozdanie. Podsumować kto, ile i na którym miejscu. Miałem to zrobić jak zawsze, jak wszyscy. Maszynowo, rzeczowo, konkretnie. Jednak tym razem zrobiłem to inaczej. Pomyślałem, że nie… dlaczego tym razem nie zrobić tego zupełnie inaczej i pokazać innym jak wiele dobrych emocji można mieć w pracy z uczniami, z młodzieżą. Można, jeżeli wciąż jesteś nauczycielem, który pomimo tego co spotyka nas na co dzień w tym niełatwym zawodzie, kocha swoją pracę.

Postanowiłem pokazać zawody swoimi oczami i emocjami. Tak jak to czuję i przeżywam za każdym razem. To nie jest zwykły artykuł. To nie jest tekst, który musisz przeczytać. Kiedy skończysz możesz się śmiać, ale możesz też uśmiechnąć się i powiedzieć głośno: „Ja też tak mam”. Uważam, że jest jeszcze wielu nauczycieli z pasją, tylko na chwilę zapomnieli po co przyszli do szkoły. Zrobili to, bo dopadło ich życie. Tak, to trudne. Nie możemy jednak skazywać naszego młodego pokolenia na brak wzorów. Nie możemy pozwolić, żeby utonęli w wirtualnym świecie, w telefonach i zapomnieli o prawdziwych wartościach. To my nauczyciele musimy przestać wstydzić się naszej pracy. Ja jestem dumny z tego co robię. Dlaczego? Ponieważ wiem, że są tacy, którzy potrafią to docenić.

 

Czwartek 11 czerwca 2026 był świetnym dniem, żeby wygrywać. Zostanie na długo w mojej pamięci, podobnie jak pozostałe takie wydarzenia.

W dzień poprzedzający zawody mocno padało. Nie mieliśmy pewności, jaka będzie pogoda w dniu startu. Bieganie w deszczu zawsze niesie ze sobą ryzyko poważnej kontuzji. Rano niebo przejaśniło się. Kruk na moim ramieniu podpowiadał mi, że to będzie nasz dzień. Dzień, w którym po raz kolejny napiszemy historię.

Na stadion przyjechałem o 8.30. Ku mojemu zdziwieniu za bramą spotkałem już pierwszych zawodników. Zbiliśmy piątki, puściliśmy bajerę, doszło jeszcze kilku. Było zimno. Zarządziłem zbiórkę w szatki, żeby się nie wychłodzić.

Do 9.00 byliśmy prawie w komplecie. Brakowało Solohuba. Odebrałem sms, pisze poprawkę, nie zdąży dojechać… Nerwowy telefon do szkoły. Rozmowa z nauczycielką, która chce i potrafi zrozumieć sytuację. Słyszę odpowiedź w słuchawce: „Rozumiem. Jest już w drodze”. Moje szybkie: „Dziękuję” i biegnę już do Artura, organizatora zawodów, żeby podać ostateczną listę startową zawodników.

9.50 wychodzimy z szatni. Prowadzę reprezentację na środek stadionu. Inni patrzą na nas, poznają, już wiedzą kto jak zwykle robi zamieszanie… Jak zawsze stajemy w kole. Wymieniamy spojrzenia. Wszyscy znają ten rytuał, wiedzą, że już czas… stają bliżej siebie. Nie ma już szemrania i szybkich żartów. Zapada cisza. Skupienie. Teraz moja kolej. Wzrok całej drużyny skupia się na mnie. Teraz to ja muszę zrobić robotę. Kocham tą chwilę, mógłbym dla niej umrzeć… Cisza. Mam pełną świadomość tego co ma się za chwilę wydarzyć. Wiem, że od tego co teraz powiem zależy bardzo wiele.
Zaczynam…
Poszło…
Ponownie cisza, ale już wiem, że to co chciałem powiedzieć trafiło i zostało głęboko w ich sercach. Tak głęboko, że uczepiło się go pazurami i nie puści jeszcze przez kilka godzin. To był zabieg. To było konieczne. Teraz wiem, że są gotowi. Wyciągam rękę przed siebie, żeby zrobić okrzyk i patrzę na ich twarze. Mam łzy w oczach. Oni ich nie widzą, ale ja czuję jak płyną.  Wiem, że mam przed sobą już nie kilku uczniów, dobrych sportowców
a wojowników. Twardych małolatów, którzy, kiedy za krótką chwilę usłyszą hasło „OGIEŃ” będą gotowi dać z siebie wszystko… pójdą tam nie tylko startować, ale żeby wygrywać. Zamykam oczy… widzę siebie trzydzieści lat temu… to już tyle czasu minęło a ja to dalej czuję; ten sam chłopak na starcie i na mecie, z wyplutymi płucami, z sercem w gardle,
może nienajlepszy, niepierwszy, ale zawsze na 150% i zawsze po to, żeby nie zawieźć. Gdybym mógł, sam wszedłbym dzisiaj w bloki. Nie ma już takich nauczycieli jak kiedyś, dzisiaj młodzież jest inna… tak mówią, ale nie ja. Nigdy nie byłem taki jak wszyscy.

„Młodzież… wasza ręka na moją dłoń” – wyciągam przed siebie rękę, oni automatycznie robią to samo i kładą swoje dłonie na mojej. W tym momencie czuję jak każdy z nich własnym sercem podpisuje listę obecności. „Jeden za wszystkich”, krzyczę na cały głos. „Wszyscy za jednego” – odpowiadają równie głośno. Po stadionie, przecinając powietrze, niesie się okrzyk drużyny. To nasza wizytówka. Teraz stawiam kropkę. Razem unosimy ręce do góry i najgłośniej jak potrafię krzyczę a drużyna razem ze mną „i… OGIEŃ”. Cały stadion zamiera… Zapada dłuższa cisza. Wzrok wszystkich, którzy są teraz w rozgrzewce skupia się na nas. Chcieliśmy tego. Zrobiliśmy to specjalnie. Czujemy ich niepewność, ich zaskoczenie… To część mojego planu. Bez względu na to co wydarzy się za chwilę musimy działać. Po pierwsze: zdobyć przewagę psychiczną. Zaznaczyć swoje miejsce w przestrzeni. Zrobione. Po drugie: nie spękać, stanąć na starcie, zacisnąć zęby, przetrwać kryzys, zrobić swoje, być w bólu, przeżyć ból. Po trzecie: w chwili, kiedy inni powiedzą „już wystarczy”; moje chłopaki mają zamknąć oczy, odpłynąć i wrócić ponownie w największym bólu. Oni wiedzą, że ten kryzys to tylko sekunda, może dwie, znowuż ból, te słowa w głowie, ten rozkaz, który mówi, że „masz dać z siebie wszystko,
że musisz, że robisz to dla siebie… powiedział, że to się już może nigdy nie powtórzyć,
że tworzymy historię…… uwierzyłem w siebie, że mogę… mogę.”

Mogę, oni mogą, TY też możesz.
Słowa mogą zmieniać. Mogą dawać moc.
Oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale ta pewność siebie, okrzyk, który wiąże nie tylko dłonie,
ale buduje wewnętrzną siłę każdego z nich, całej drużyny, to zostanie z nimi. Będzie pchało ich do przodu przy każdym ważnym życiowym egzaminie.
Sprawi, że będą tymi, którzy się nie boją, chcą działać, którzy wychodzą naprzeciw wyzwaniom. Sprawi, że będą umieli podnieść wzrok do góry, kiedy inni będą nadal tylko patrzeć w telefon…

Czy teraz rozumiesz jak ważne jest przekazywanie wartości, zasady, jak ważna jest praca z młodzieżą?

A więc synu, oderwij się od tego, podnieś wzrok do góry i spójrz na mnie. Podaj rękę. Idziemy na trening. OGIEŃ!

 

SZTAFETA 4x100m – NAJLEPSI W KRAKOWIE
(kap. Kosela, Żołnierczyk, Guzy, Piórecki, Pracuch)

KULA – Cąber, NAJLEPSZY W KRAKOWIE
(Cąber, Niemiec)

SKOK W DAL – ŻYCIOWE WYNIKI
(Mróz, Dziedzic, Solohub)

400m – trudny bieg, nie byli najlepsi. Nieważne. Przebiegli. Dali z siebie wszystko. SZACUN.
Kuba Trzaska, twój wzrok i naszą rozmowę po biegu, zapamiętam na zawsze.
(Jędrzejowski, Piórecki, Trzaska)

1500m – trudny bieg, życiowe wyniki, nie byli najlepsi. Nieważne. Przebiegli.
Dali z siebie wszystko. SZACUN.
(Młynarski, Korzeniowski)

100m – Pobiegli. Dali z siebie wszystko. SZACUN.
(Pracuch, Żołnierczyk)

 

Wszystkim zawodnikom dziękuję za odwagę, charakter i wielkie serce do sportu.

 

Hubert Pietrus
trener przygotowania fizycznego