BROCKEN

W sobotę 20 maja mieliśmy zaplanowaną przez naszych opiekunów długą wycieczkę w góry Harz. Śniadanie było już o 6 rano godzinę później jechaliśmy już w pociągu. I tu niespodzianka – tego dnia przekonaliśmy się o niemieckiej punktualności i wzorowej organizacji. Na miejsce do przepięknego Wernigerode przyjechaliśmy z 1,5 godzinnym opóźnieniem i 3 przesiadkami choć miała być tylko jedna. Tu musieliśmy czekać na autobus następne 60 minut, bo ten którym mieliśmy jechać już dawno odjechał. Czas ten wykorzystaliśmy na zwiedzanie miasteczka u podnóża gór, choć niektórzy z nas zamiast zwiedzać poszli skosztować słynnej niemieckiej kiełbasy. Wernigerode to malownicze miasteczko położone nad rzeką Hommelte u podnóża gór Harzu. Z uwagi na swoje liczne wielobarwne kamieniczni nazywane bywa także często „kolorowym miastem”. Miasto rozwinęło się wokół założonego w XII wieku zamku warownego stanowiącego siedzibę hrabiów von Haymar a później von Wernigerode. W 1229 roku Wernigerode otrzymało prawa miejskie, a po wygaśnięciu w XIV wieku rodu Wernigerode dostało się pod panowanie hrabiów von Stolberg. Do najważniejszych zabytków starego miasta w Wernigerode należą m.in: zabytkowy będący prawdziwym klejnotem budownictwa szachulcowego Ratusz, XVI wieczny Dom Gadenstedta (Gadenstedtsche Haus), całkowicie pokryty drewnem ozdobionym kunsztownie wykonanymi płaskorzeźbami Dom Krummla (Krummelsche Haus), XIII wieczny Kościół Św. Sylwestra, Wieża Bramy Zachodniej (pozostałość po murach obronnych miasta), kościół św. Jana oraz górujący nad miastem monumentalny neogotycki zamek Wernigerode. Wernigerode słynie także z organizowanego każdego roku na dziedzińcu zamkowym „Zlotu Czarownic”. Gdy z dużym opóźnieniem dojechaliśmy do miejsca wymarszu miejscowości Schierke była taka godzina, że planowo mieliśmy wtedy już schodzić ze szczytu. Ale to nic na najwyższy szczyt udało nam się wyjść w miarę sprawnie. Po drodze widzieliśmy sławną na całym świecie kolej wąskotorową na Brocken – najwyższy szczyt gór Harzu mający 1142 m npm. Po posileniu się i odpoczynku na szczycie w promieniach majowego słońca ruszyliśmy w drogę powrotną, jak się okazało dużo dużo dłuższą niż myśleliśmy ale bardzo ciekawą przyrodniczo. Po kilku godzinach marszu po całkowitym wykończeniu doszliśmy do stacji kolejowej i wróciliśmy do ośrodka. Tego dnia zrobiliśmy ponad 30 km a na drugi dzień czekała nas następna wycieczka.